29 czerwca

Jak wygląda pierwsza wizyta u ortodonty i jak się do niej przygotować?

Jak wygląda pierwsza wizyta u ortodonty i jak się do niej przygotować?
    Każdy, kto zastanawia się nad założeniem aparatu na zęby, zastanawia się też, jak wygląda pierwsza wizyta u ortodonty i jak się do niej przygotować- mnie też to ciekawiło i pamiętam, że gorączkowo szukałam odpowiedzi na to pytanie, a teraz cieszę się, że sama mogę jej udzielić 😊 Przed pierwszą wizytą ważna jest na pewno świadomość, że ortodonta patrzy na problemy pacjentów zupełnie inaczej, niż oni sami- mi np. zależało tylko na tym, żeby wyprostować krzywe i nachodzące na siebie zęby, a okazało się, że dla ortodonty, największym problemem jest niewłaściwe ułożenie górnej i dolnej szczęki względem siebie i na tym się skupia (zęby prostują się przy okazji).
 

Jak wygląda pierwsza wizyta u ortodonty przed założeniem aparatu?

    Pierwsza wizyta trwała niecałe pół godziny, w trakcie którego wypełniłam kartę pacjenta (dokument zawierający moje dane osobowe i informacje medyczne np. przyjmowane leki, przebyte operacje i zabiegi, czy choruję na choroby zakaźne itp.) oraz podpisałam zgodę na przetwarzanie danych osobowych (a ku ku! tu RODO), ortodontka obejrzała dokładnie moje zęby i szczękę. Potwierdziła, że konieczne będzie leczenie ortodontyczne i opowiedziała pokrótce na czym ono polega. Dowiedziałam się nie tylko tego, jak działa aparat na zęby, ale także mniej-więcej ile czasu będę musiała go nosić. Usłyszałam też, przez jakie etapy będę musiała przejść, zanim założę aparat, tj. że konieczne jest przygotowanie wycisków, zrobienie dwóch zdjęć RTG, następnie, jeśli się zdecyduję, trzeba będzie wyleczyć wszystkie zęby, wymienić plomby (chociaż po przyjrzeniu się bliżej moim zębom, zmieniła zdanie i stwierdziła, że w moim przypadku nie jest to absolutnie konieczne i mogę nie wymieniać- decyzja należała do mnie), założyć separatory i na koniec będzie można założyć aparat. Na pierwszej wizycie zdecydowałam się też zrobić wyciski (mogłam to zrobić na kolejnym spotkaniu, ale wówczas polegałoby ono tylko na tym i stwierdziłam, że w takim razie szkoda czasu i pieniędzy) i umówiłyśmy się, że w ciągu najbliższego tygodnia dostarczę zdjęcia RTG pantomograficzne oraz cefalometryczne, a także ustaliłyśmy termin kolejnej wizyty, mogłam też zadać wszelkie nurtujące mnie pytania. Zarówno wyciski jak i zdjęcia RTG są ortodoncie niezbędne do przeprowadzenia analizy naszej sytuacji i opracowania planu leczenia.
    Równie ważna, o ile nie istotniejsza, co pierwsza wizyta, była dla mnie druga konsultacja, na której moja ortodontka była już po przeprowadzeniu analizy wycisków i zdjęć, więc mogła mi udzielić więcej konkretnych informacji. Na drugiej wizycie, przede wszystkim usłyszałam jaki jest plan leczenia, tzn. co w moim przypadku trzeba poprawić i jak moja ortodontka planuje to zrobić (powtarzam- musisz mieć świadomość, że ortodonci patrzą na szczękę inaczej niż pacjent- dla mnie bolączką były krzywe zęby, a dla ortodonty priorytetem jest moja wada zgryzu). Dowiedziałam się, że w moim wieku (26 lat) tyłozgryz, czyli wadę zgryzu, którą mam, najlepiej byłoby leczyć operacyjnie, ale alternatywą może być usunięcie dodatkowych zębów (ortodontka zaproponowała górne czwórki, ponieważ mam w nich spore wypełnienia i dolne piątki, które u mnie mają bardzo krótkie korzenie, które mogą się jeszcze skrócić na skutek noszenia aparatu), niemniej jednak, zaproponowała też, żebyśmy spróbowały założyć najpierw aparat i zobaczyć efekty. Dopiero, jeśli postępy nie będą satysfakcjonujące usuniemy te dodatkowe zęby. Oprócz tego, na drugiej konsultacji dowiedziałam się dokładnie jakie są rodzaje aparatów, czym się różnią oraz, że możliwe, że w trakcie leczenia będę musiała mieć dołożony dodatkowy element aparatu- taką szynę rozpierającą pomiędzy siódemkami. Oczywiście zapoznałam się też z kosztami tego wszystkiego oraz ortodontka potwierdziła swoje wcześniejsze przypuszczenia co do orientacyjnego czasu leczenia. Ponadto, zapoznałam się z dokumentem określającym m.in. możliwe niepożądane skutki noszenia aparatu oraz zalecenia dla pacjenta i znowu miałam możliwość zadawania pytań w dowolnym momencie wizyty. Jako, że zdecydowałam się na leczenie, podpisałam umowę o leczenie ortodontyczne (zawierała podsumowanie planu leczenia, orientacyjny czas leczenia oraz kosztorys). Drugie spotkanie także trwało niecałe pół godziny.

    Zastanawiasz się pewnie na czym polega zrobienie wycisków zębów? Otóż ortodonta nakłada na specjalną szpatułkę równie specjalną masę, wkłada Ci to do ust i przyciska do zębów, ale tylko do jednego łuku na raz. Wolę to doprecyzować, bo ja bałam się, że nałoży mi do ust tej masy i będzie odciskała jednocześnie górę i dół i będę miała problemy z oddychaniem, albo coś w tym stylu 😅. Następnie czeka chwilę, aż masa nieco zastygnie i wyciąga szpatułkę, po czym robi to samo z drugim łukiem. W ten sposób powstaje forma do przygotowania gipsowego odlewu Twojego krzywego zgryzu (moja ortodontka ma w gabinecie gablotkę pełną takich odlewów- jest to doprawdy interesująca galeria). Trwa to dosłownie kilka minut i nie boli ani trochę, ale pozostawia charakterystyczny, metaliczny posmak w ustach na kilka godzin. Generalnie nie ma się czego bać.
 

Jak przygotować się do pierwszej wizyty u ortodonty?

    Już umawiając się na wizytę zapytaj, czy konsultacja jest płatna. Jeśli tak, to ile kosztuje i czy będzie można zapłacić kartą czy gotówką oraz, jeśli to dla Ciebie istotne- czy płatność za aparat będzie można rozłożyć na raty. Na pierwszą wizytę przygotuj sobie co najmniej taką kwotę, która pokryje koszt konsultacji, ale warto mieć więcej gotówki w zanadrzu. W moim przypadku, na pierwszej konsultacji płaciłam też za wyciski (czyli dodatkowe 100zł). Jeśli chodzi o kwestie finansowe, dopytaj też, jakie w ogóle są formy płatności w danym gabinecie- moja ortodontka przyjmuje tylko gotówkę, więc przed każdą wizytą muszę się upewnić, czy mam odpowiednią kwotę w portfelu. Nie jest to dla mnie uciążliwe, ale są osoby, którym pewnie by to przeszkadzało. Ponadto upewnij się ile będą kosztowały wizyty kontrolne (dopytaj, czy kwota, którą podaje ortodonta to kwota ostateczna czy trzeba będzie osobno dopłacać za zmianę ligatur itp.- niektórzy ortodonci mówią, że konsultacja kosztuje 100zł, a potem się okazuje, że faktycznie płacisz 150, bo konsultacja to jedno, ale jeszcze dopłacasz za ligatury).
    Spisz na kartce lub w telefonie wszystkie pytania, jakie przychodzą Ci do głowy- nawet te najgłupsze. To ważne, bo podczas wizyty możesz zapomnieć o czymś, co Cię nurtuje mimo, że ortodonta na pewno sam udzieli Ci wielu informacji. Ja zwykle zaczynam spisywać takie pytania na kilka dni przed spotkaniem, bo zwykle nie zawsze pamiętam o wszystkich pytaniach w chwili, kiedy siadam do notowania- na ogół jeszcze kilka wątpliwych kwestii przypomina mi się później.
    Jeśli w przeszłości miałeś jakieś operacje, spisz sobie ich daty oraz informację co to dokładnie były za zabiegi. Najprawdopodobniej ortodonta poprosi Cię już na pierwszej wizycie o wypełnienie karty pacjenta, która zawiera tego typu informacje. W tym samym celu przygotuj sobie Twój numer PESEL.
    Przygotuj zdjęcia RTG pantomograficzne oraz cefalometryczne- ortodonta i tak będzie ich potrzebował do przeprowadzenia analizy, więc będziesz musiał je dostarczyć. Dzięki temu, że będziesz je miał już na pierwszej wizycie, zaoszczędzisz nieco czasu zarówno na jeżdżenie do gabinetu, ale też do kolejnej konsultacji.
    Nie muszę chyba pisać, że powinieneś umyć zęby?:)

26 czerwca

Kwiaty czarnego bzu w cieście naleśnikowym

Kwiaty czarnego bzu w cieście naleśnikowym

Na owoce czarnego bzu czeka wielu miłośników nalewek, konfitur i innych przetworów. Ja jednak zacieram ręce już w okresie jego kwitnienia, czyli od kwietnia do lipca, a to za sprawą fantastycznego deseru idealnego na wiosnę i pierwsze dni lata. Smażone kwiaty czarnego bzu, bo o nich myślę, skradły moje serce od pierwszego spróbowania- są delikatne w smaku, mają ciekawą nutę i są przyjemnie słodkawe. Świetnie komponują się z cukrem pudrem, ale warto zestawić je z nieco kwaśnymi dodatkami, takimi jak sok z cytryny czy sos truskawkowy. Kwiaty czarnego bzu w cieście naleśnikowym to deser robiący duże wrażenie, ale jego przygotowanie jest na szczęście szybkie i banalnie łatwe, dzięki czemu świetnie sprawdzi się na spotkaniach z przyjaciółmi czy rodziną.
Ciekawostka- kwiatów czarnego bzu nie należy płukać, tracą wówczas aromat, dlatego ich czyszczenie polega tylko na otrzepaniu.

Kwiaty czarnego bzu w cieście naleśnikowym- przepis

Potrzebujesz: 
  • baldachy czarnego bzu (na poniższą ilość ciasta potrzebnych będzie ok 4 dużych baldachów),
  • ciasto naleśnikowe (polecam to przygotowane wg poniższego przepisu),
  • olej do smażenia,
  • opcjonalnie: cukier puder do opruszenia i/lub sok z cytryny do skropienia. 
Ciasto naleśnikowe: 
  • 1 jajo,
  • szczypta soli,
  • ¼ szklanki wody (najlepiej gazowanej- ciasto będzie bardziej puszyste),
  • ¼ szklanki mleka,
  • łyżeczka cukru (może być waniliowy, ale zwykły też jest świetny),
  • ½ szklanki mąki.
Przygotowanie:
Jajko (całe) rozkłóć z solą za pomocą trzepaczki lub miksera do momentu aż będzie się pienić. Dodaj mleko, wodę i cukier a na koniec mąkę- mieszaj, aż składniki uzyskasz jednolite ciasto- jeśli będzie zbyt gęste dolej nieco wody, a nie mleka. Najlepiej, żeby ciasto trochę "odpoczęło"- będzie dzięki temu delikatniejsze, dlatego, jeśli masz czas, odstaw je na około pół godziny. Baldachy (same kwiaty) zamocz w cieście i smaż na gorącym oleju do uzyskania złotego koloru. Smażone kwiaty czarnego bzu oprósz cukrem pudrem i/lub skrop sokiem z cytryny. Jedz bez zielonych łodyżek- mają gorzki posmak. Możesz je poobcinać przed podaniem, lub podać z łodyżkami- dzieciaki lubią jeść ten deser rękoma łapiąc właśnie za łodyżki.
Smacznego :)

Widoczny na zdjęciu napój, to woda z arbuzem i miętą- smaczna, chociaż jak dla mnie smakuje jak woda ogórkowa, a nie arbuzowa.

22 czerwca

Ile kosztuje aparat ortodontyczny?

Ile kosztuje aparat ortodontyczny?
  To pytanie zadaje sobie chyba każdy, kto zastanawia się nad jego założeniem. Koszt samego, stałego, aparatu waha się od ok 1800zł do nawet 8000zł za jeden łuk (tzn. np. za samą górę), w zależności od tego, z czego jest zrobiony, co przekłada się przede wszystkim na widoczność aparatu. Ja zapłaciłam 2200zł za łuk- jest to cena obejmująca wszystkie elementy aparatu oraz jego założenie i była to najtańsza, ale też najbardziej widoczna wersja tego ustrojstwa, jaką miałam do wyboru u mojego ortodonty (nie zależało mi na dyskrecji, ale kocham pieniądze, więc nie zastanawiałam się długo). Należy wziąć pod uwagę to, że cena mojego aparatu była o 200zł za łuk wyższa, niż standardowo, a to dlatego, że aparat jest przedłużany. Oznacza to, że jest zamocowany także na ostatnich zębach (w moim przypadku siódemkach)- nie w każdym przypadku tak jest, to sprawa indywidualna. Tak więc odpowiedź na powyższe pytanie, to w moim przypadku 4400zł brutto za oba łuki. Nie jest to jednak oczywiście pełna informacja, bo na łączny koszt aparatu ortodontycznego składa się znacznie więcej rzeczy, aniżeli sam aparat. Poniżej rozpisałam wszystkie koszty związane z aparatem na zęby, jakie do tej pory poniosłam- UWAGA! wliczam w koszty wszystkie pieniądze, które wydałam z powodu aparatu, czyli takie, których nie wydałabym, gdybym nie chciała go zakładać.
Dla mnie, koszty pojawiły się na długo przed drutami na zębach. Można je podzielić na trzy grupy, zgodnie z etapami, przez które przechodziłam i pierwsze z nich były związane z usunięciem ósemek. Tak naprawdę nie wiem, czy powinnam liczyć, że wszystko zaczęło się od wizyty u stomatologa, o której pisałam TU, czy od innej, która miała miejsce później i wynikała z tego, że jedna z ósemek zaczęła mi się mocno wyrzynać, przez co tydzień chodziłam z bólu po ścianach, a w końcu zgłosiłam się do lekarza. Uznajmy, że ta druga była kamykiem wywołującą lawinę, tak więc pierwszy etap przygotowań to:
  1. wizyta kontrolna u stomatologa, na której wykonał zdjęcie RTG jednego zęba, zalecił usunięcie ósemki oraz dał skierowanie na zrobienie pantomografu: 140zł
  2. zdjęcie RTG pantomograficzne (na potrzeby ekstrakcji ósemek- korzystałam z jednego zdjęcia przy usuwaniu czterech zębów): 80zł
  3. ekstrakcja ósemek poprzez wyrwanie: 400zł (2 zęby po 200zł)
  4. chirurgiczna ekstrakcja ósemek: 800zł (2 zęby po 400zł)
  5. leki przeciwbólowe, antybiotyki oraz preparaty osłonowe stosowane po czterech ekstrakcjach: ok 200zł
Podsumowując, łączny koszt ekstrakcji ósemek wyniósł, w moim przypadku, 1620zł. Niektórzy na pewno uznają, że nie jest to koszt bezpośrednio związany z aparatem i nie powinnam go wymieniać, bo mogłam na tym poprzestać i aparatu nie zakładać, ale z drugiej strony, moje zęby były mocno stłoczone, a ósemki wyrzynały się nie tak, jak należy, więc ich usunięcie było konieczne przed założeniem aparatu. Uważam, że żeby się nie oszukiwać zdecydowanie powinnam uwzględniać ten fragment mojej drucianej historii mówiąc o kosztach, jakie poniosłam.
Kolejne koszty, to dalsze przygotowania do założenia aparatu, czyli:
  1. pierwsza konsultacja u ortodonty przed założeniem aparatu: 100zł
  2. gipsowe wyciski zębów (wiecie, to taki gipsowy model szczęki): 100zł
  3. zdjęcia RTG pantomograficzne oraz cefalometryczne: 140zł
  4. analiza (chodzi tu o przeanalizowanie wycisków oraz zdjęć przez ortodontę i ustalenie planu leczenia): 100zł
  5. druga konsultacja, na której omawiany jest plan leczenia oraz dopełniane są niezbędne formalności: 100zł
  6. leczenie wszystkich zębów, które tego wymagały: 0zł (W moim przypadku leczenia wymagał jeden ząb i zrobiłam to na NFZ*.)
  7. wymiana starych plomb: 0zł (Nie wymieniłam żadnej, bo się bałam. Wiem, to głupie, ale kto powiedział, że jestem rozsądna?)
  8. założenie separatorów: 150zł
Drugi etap, to kolejne 690zł, a więc łącznie już 2310zł. Już mnie boli głowa, ale to nie wszystko, więc jedziemy dalej- założenie i użytkowanie aparatu:
  1. założenie aparatu na górny łuk: 2200zł
  2. konsultacja po ok 4 tygodniach od założenia aparatu połączona ze zmianą ligatur: 150zł
  3. zakup specjalnych końcówek do elektrycznej szczoteczki do zębów: 23zł
Założenie i użytkowanie górnej części aparatu to koszt 2373zł, a więc dotychczas całkowity koszt założenia aparatu na zęby wyniósł 4683zł i oczywiście to nie koniec. W najbliższym tygodniu czeka mnie:
 9. założenie separatorów na dolny łuk: 150zł
 10. założenie aparatu na dolny łuk: 2200zł
11. wyciąg zewnątrzustny: 400zł
Co podbije koszty o kolejne 2750zł i tym samym podniesie łączny koszt aparatu na zęby do 7433zł, ale za to zakończy serię wysokich kosztów, aż do momentu ostatecznego zdjęcia aparatu, a przynajmniej mam taką nadzieję. Po drodze może się okazać, że konieczne będzie usunięcie dodatkowych zębów (jeśli tak, to będą to u mnie górne czwórki i dolne piątki), co wygeneruje koszty w postaci ekstrakcji, ale też zdejmowania i powtórnego zakładania aparatu. Muszę też brać pod uwagę wizyty kontrolne, które będę miała co 4 tygodnie i podejrzewam, że każda będzie kosztowała 150zł- później cena raczej się nie zmieni, ale możliwe, że częstotliwość spadnie do 6, a w ostatnim etapie być może nawet 8 tygodni, co zniweluje koszty. Wolę jednak na razie nie spekulować, bo wszystko zależy od postępów.

  Wiele osób zastanawia się, czy koszt aparatu ortodontycznego można rozłożyć na raty- w moim przypadku nie. Moja ortodontka umożliwia rozbicie zapłaty za każdy łuk na dwie transze, przy czym pierwsza połowa jest płatna przy zakładaniu separatorów, a druga samego łuku, a więc jest to odstęp jednego tygodnia. To, czy można rozłożyć płatność za aparat, zależy jednak od konkretnego ortodonty, więc warto o to zapytać na pierwszej wizycie, a jeśli jest to dla Was kluczowe, to już podczas rejestrowania się na wizytę. Jeśli nie macie odłożonej odpowiedniej kwoty, a ortodonta nie umożliwia płatności ratalnej, to raczej bez sensu na razie się z nim umawiać- lepiej najpierw odłożyć wymaganą sumę.
Koszty związane z leczeniem ortodontycznym, jak wszystkiego innego, są uzależnione nie tylko od przypadku konkretnej osoby i korygowanej wady, ale też od lokalizacji i czasu. Kilka lat temu ceny były inne niż teraz- niektóre rzeczy/usługi na szczęście tanieją, ale inne wręcz przeciwnie. Wszystkie powyższe koszty poniosłam w latach 2016-2018 w Bydgoszczy (korzystam z usług fantastycznej Emilii Szpindy, której gabinet mieści się na Glinkach).

*) Wszystkim mieszkańcom Bydgoszczy i okolic polecam przychodnię Gryf-Med (ul. Wojska Polskiego 46)- byłam tam na wizycie na przełomie marca i kwietnia tego roku- przyjmowały tam wówczas dwie dentystki, ja byłam u Pani Ewy Borowskiej, która jest absolutnie najlepszym dentystą, z jakim miałam do czynienia. W przychodni można zarejestrować się na wizytę tylko na dany dzień i tylko na NFZ- przychodnia nie rejestruje "na termin" i nie przyjmuje prywatnie. Byłam tam kilkukrotnie i nie widziałam kolejek do dentysty, a przy tym poziom usługi był baaaardzo wysoki. Np. Pani Borowska leczyła mi ząb bez znieczulenia i poziom bólu był mniejszy, niż na wcześniejszych wizytach u innych lekarzy, a zawsze dotychczas dostawałam znieczulenie. Dodatkowo Pani Ewa usunęła mi kamień (też bezboleśnie i bez przykrych uszkodzeń dziąseł), a cała wizyta trwała ok 30 minut.

19 czerwca

Jonas Jonasson- Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął (recenzja)

Jonas Jonasson- Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął (recenzja)
Kiedy zobaczyłam tę książkę na bibliotecznej półce, nie wahałam się ani chwili- wiedziałam, że chcę ją przeczytać. Do lektury zachęciła mnie ekranizacja, na której byłam w kinie cztery lata temu- po przeczytaniu książki mogę śmiało powiedzieć, że film o tym samym tytule stanowi dość dokładne odwzorowanie powieści. Zdecydowanie nie jest to film jedynie oparty na kanwach dzieła Jonassona.
Książka opisuje przewrotne losy Allana Karlssona, który w dniu swoich setnych urodzin postanawia uciec z domu opieki przez tytułowe okno. Autor przeplata opowieść o następstwach tego brawurowego wyczynu z retrospekcjami opisującymi całe życie stulatka, które jak się okazuje, obfitowało w najróżniejsze przygody u boku najbardziej zaskakujących postaci, a wszystko z burzliwą historią XX wieku w tle.
Główny bohater to człowiek niezwykle prostolinijny, kierujący się w życiu banalnymi zasadami, które zdaje się, sprawiają, że Allan niczym się nie przejmuje i nie stresuje. Mimo nawet niebezpiecznych życiowych zawirowań i szalonego tempa przygód, stulatek jest oazą spokoju, a jego komentarze dotyczące bieżących wydarzeń zwalają z nóg, co czyni tego wiekowego szweda jedną z najbardziej sympatycznych postaci literackich, z którymi się zetknęłam. Pozostali bohaterowie zostają nieco w cieniu Allana, jednak tylko nieznacznie- wszystkie postacie pojawiające się na kartach powieści są pełnokrwiste (a spora ich część niemal dosłownie- autor wplótł w akcję mnóstwo postaci historycznych, od prezydentów USA zaczynając na Albercie Einsteinie kończąc) i wzbudzające emocje.
Akcja rozwija się szybko, jest wartka, a liczne i wręcz absurdalne zwroty akcji nie pozwalają się nudzić ani chwili podczas lektury. Przez mieszanie losów głównego bohatera z losami postaci historycznych powieść przywodzi na myśl inną książkę i faktycznie "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" może być śmiało określony mianem europejskiej wersji "Forresta Gumpa". Są jednak pewne różnice i trudno jest mi określić, która z tych książek jest lepsza czy bardziej zabawna. Pewne jest, że powieść Jonassona przypadnie do gustu miłośnikom humoru przybierającego czarne odcienie.
Książka jest bardzo charakterystyczna i wydaje mi się, że można albo ją pokochać, albo wręcz przeciwnie. Ja zdecydowanie oceniam tę książkę jak najbardziej pozytywnie, zwłaszcza jako ciepłą i lekką lekturę idealnie pasującą do równie ciepłej aury za oknem.

16 czerwca

Zadrutowana, czyli moje początki z aparatem ortodontycznym

Zadrutowana, czyli moje początki z aparatem ortodontycznym

Wielu ludzi decyduje się na leczenie ortodontyczne ze względów zdrowotnych. Wady takie jak np postępująca progenia wymagają leczenia operacyjnego, co z kolei wymaga przygotowania szczęki i skorygowania zgryzu aparatem. Ja na szczęście nie miałam aż tak poważnych problemów, a motywacją były dla mnie względy estetyczne. Miałam ogromne kompleksy na punkcie zębów- od dłuższego czasu był to zdecydowanie mój największy kompleks. Do tego stopnia, że od lat unikałam zdjęć i co gorsza śmiałam się z zamkniętymi ustami lub zasłaniając je dłonią, przez co tak naprawdę nigdy nie śmiałam się swobodnie. Najważniejsze było to, żeby kontrolować widoczność moich mega krzywych zębów. Od dwóch miesięcy jestem szczęśliwą użytkowniczką stałego aparatu na górnym łuku i mam w planach bieżące dzielenie się wrażeniami. Dziś natomiast chciałabym podzielić się (jak się okazało nieco przydługim) wstępem do mojej historii.
Mimo, że aparat ortodontyczny założyłam dwa miesiące temu, to jednak moja przygoda z przygotowaniem się do niego zaczęła się dużo wcześniej- już jakieś półtora roku temu. Od dawna o tym myślałam i rozmawiałam z moim Patrykiem, który od pierwszej rozmowy na ten temat mocno mnie wspierał, namawiał i przekonywał, że to powinien być mój priorytet (także pod kątem finansowym) jednak do działania pchnęła mnie dopiero dentystka na rutynowej wizycie kontrolnej. Wspomniałam, że planuję leczenie ortodontyczne i usłyszałam, że zdecydowanie poleca, bo mam dość poważny tyłozgryz, który aż się prosi o interwencję nie wspominając już o krzywiźnie zębów. Generalnie wyszłam z gabinetu i się popłakałam, tak mnie pani dentystka nastraszyła. Wiedziałam, że mam krzywe zęby i to tak bardzo, że muszę coś z tym zrobić, ale wystraszyłam się, bo użyła tylu profesjonalnych określeń, że stwierdziłam, że musi być bardzo, bardzo źle.
Ta sama dentystka od razu dała mi skierowanie do poradni ortodontycznej oraz zdjęcia RTG. Okazało się, że dodatkowym problemem będą u mnie ósemki- częściowo rosły pod niekorzystnym kątem a poza tym i tak ich całkowite wyrżnięcie się oznaczałoby zbyt silne stłoczenie pozostałych zębów (już wtedy dwie wybijały faktycznie tłocząc resztę i wywołując ból). A więc ekstrakcja. I to właśnie usuwanie ósemek zajęło mi najwięcej czasu. Na pierwszą ekstrakcję umówiłam się błyskawicznie- okazało się, że konieczne będzie usuwanie chirurgiczne (ostatecznie okazało się, że dwie ósemki udało się wyrwać, a dwie musiałam usuwać właśnie chirurgicznie). Sam zabieg nie trwał długo, z tego, co pamiętam, wyszłam z gabinetu po niecałej godzinie i początkowo czułam się nieźle zważywszy na okoliczności. Mózg wypiera przykre wspomnienia, ale jakoś mój nie wyparł tego, że nie obyło się bez powikłań- padłam ofiarą suchego zębodołu. Potworny ból, który pojawił się już po ok 2 godz po zabiegu, udało się łagodzić(!) tylko Ketonalem- nie życzę nikomu. Masakra, pot, krew i łzy. Dużo łez. Zacisnęłam zęby (te które zostały oraz co innego) i mimo małej traumy, po chyba dwóch czy trzech miesiącach zdecydowałam się usunąć kolejną ósemkę- tym razem rwanie. I znów powikłania- tym razem rana goiła się ładnie, ale w trakcie zabiegu doznałam mikro urazu przez co pojawiła się bolesna afta. Bardzo bolesna. Tylko trochę mniej bolesna niż wcześniejszy suchy zębodół. Za jakie grzechy? No ok, wiem za jakie, ale nie o tym. Te dwie ósemki tak mnie zmaltretowały, że kolejną usuwałam jakieś 7-8 miesięcy później. I nie zgadniecie. Znowu powikłania i znowu odwlekanie ostatniej już ekstrakcji ze strachu przed bólem. W końcu jednak się przemogłam i pozbyłam się też ostatniego zęba mądrości (nie czuję się od tego czasu jakoś szczególnie głupsza). Ostatnie rwanie trwało rekordowo długo, tak z pół wieczności, czyli w przeliczeniu na godziny ok 1,5, prawie zemdlałam, w nagrodę za odwagę nie dostałam naklejki "dzielny pacjent", ale za to tym razem nie było powikłań. Hura!
Miesiąc później siedziałam już na fotelu mojej ortodontki na pierwszej konsultacji. Obejrzała moje zębiska, przygotowałyśmy wyciski, dostałam skierowanie na kolejne zdjęcia RTG (poprzednie było niewystarczające i umówmy się- trochę się zdezaktualizowało) i umówiłyśmy się na kolejną wizytę, na której dostałam wstępny plan leczenia, informację ile to będzie kosztowało oraz wypełniłam niezbędne dokumenty. Być może czeka mnie usuwanie kolejnych czterech zębów, żeby zrobić więcej miejsca, ale ustaliłyśmy, że będziemy obserwować efekty i ostateczną decyzję o usuwaniu podejmiemy później (i tak się cieszę, bo moja ortodontka twierdzi, że taka wada kwalifikuje się do leczenia chirurgicznego, czyli mówiąc wprost powinnam się zoperować- usuwanie jest alternatywą). Przed kolejną wizytą miałam czas na wyleczenie wszystkich zębów, które tego wymagały (okazało się, że tylko jeden) oraz ewentualną wymianę starych plomb, ale na to się nie zdecydowałam ze strachu przed bólem. Gdybym musiała, to oczywiście bym to zrobiła, ale ortodontka stwierdziła, że w moim przypadku nie jest to konieczne i decyzja należy de mnie. Trochę to ryzykowne, ale raz kozie śmierć. Kolejne spotkanie to już zakładanie separatorów, a tydzień później, 20.04.2018r., aparatu na górny łuk. 25. czerwca jesteśmy umówione na założenie separatorów na dół i 29.06. aparatu na dolny łuk.
Moja ortodontka prognozuje leczenie na 2-3 lata (bliżej trzech). Po dwóch miesiącach codziennego przeglądania się w lustrze nie widzę za bardzo efektów- dostrzegam je dopiero porównując zdjęcia i uważam, że są super- możecie ocenić to sami (zwróćcie uwagę na dwójkę widoczną po lewej stronie zdjęć). Pierwsze zdjęcie zostało zrobione dzień po założeniu aparatu, a drugie po 59 dniach:
Aparat ortodontyczny- efekty po dwóch miesiącach noszenia
To, co zauważyłam natychmiast po wyjściu z gabinetu, to pozytywny skutek w postaci zwiększenia mojej pewności siebie. Od dnia założenia aparatu coraz częściej ośmielam uśmiechać się odsłaniając zęby. Wiem, że nadal są krzywe i nadal mam z tego powodu spore kompleksy, ale sporo zmalały odkąd mam świadomość, że wszyscy widzą, że nie ignoruję problemu i robię coś, żeby moje zęby wyglądały przyzwoicie.
Copyright © 2016 Swojemu po! , Blogger