16 czerwca

Zadrutowana, czyli moje początki z aparatem ortodontycznym


Wielu ludzi decyduje się na leczenie ortodontyczne ze względów zdrowotnych. Wady takie jak np postępująca progenia wymagają leczenia operacyjnego, co z kolei wymaga przygotowania szczęki i skorygowania zgryzu aparatem. Ja na szczęście nie miałam aż tak poważnych problemów, a motywacją były dla mnie względy estetyczne. Miałam ogromne kompleksy na punkcie zębów- od dłuższego czasu był to zdecydowanie mój największy kompleks. Do tego stopnia, że od lat unikałam zdjęć i co gorsza śmiałam się z zamkniętymi ustami lub zasłaniając je dłonią, przez co tak naprawdę nigdy nie śmiałam się swobodnie. Najważniejsze było to, żeby kontrolować widoczność moich mega krzywych zębów. Od dwóch miesięcy jestem szczęśliwą użytkowniczką stałego aparatu na górnym łuku i mam w planach bieżące dzielenie się wrażeniami. Dziś natomiast chciałabym podzielić się (jak się okazało nieco przydługim) wstępem do mojej historii.
Mimo, że aparat ortodontyczny założyłam dwa miesiące temu, to jednak moja przygoda z przygotowaniem się do niego zaczęła się dużo wcześniej- już jakieś półtora roku temu. Od dawna o tym myślałam i rozmawiałam z moim Patrykiem, który od pierwszej rozmowy na ten temat mocno mnie wspierał, namawiał i przekonywał, że to powinien być mój priorytet (także pod kątem finansowym) jednak do działania pchnęła mnie dopiero dentystka na rutynowej wizycie kontrolnej. Wspomniałam, że planuję leczenie ortodontyczne i usłyszałam, że zdecydowanie poleca, bo mam dość poważny tyłozgryz, który aż się prosi o interwencję nie wspominając już o krzywiźnie zębów. Generalnie wyszłam z gabinetu i się popłakałam, tak mnie pani dentystka nastraszyła. Wiedziałam, że mam krzywe zęby i to tak bardzo, że muszę coś z tym zrobić, ale wystraszyłam się, bo użyła tylu profesjonalnych określeń, że stwierdziłam, że musi być bardzo, bardzo źle.
Ta sama dentystka od razu dała mi skierowanie do poradni ortodontycznej oraz zdjęcia RTG. Okazało się, że dodatkowym problemem będą u mnie ósemki- częściowo rosły pod niekorzystnym kątem a poza tym i tak ich całkowite wyrżnięcie się oznaczałoby zbyt silne stłoczenie pozostałych zębów (już wtedy dwie wybijały faktycznie tłocząc resztę i wywołując ból). A więc ekstrakcja. I to właśnie usuwanie ósemek zajęło mi najwięcej czasu. Na pierwszą ekstrakcję umówiłam się błyskawicznie- okazało się, że konieczne będzie usuwanie chirurgiczne (ostatecznie okazało się, że dwie ósemki udało się wyrwać, a dwie musiałam usuwać właśnie chirurgicznie). Sam zabieg nie trwał długo, z tego, co pamiętam, wyszłam z gabinetu po niecałej godzinie i początkowo czułam się nieźle zważywszy na okoliczności. Mózg wypiera przykre wspomnienia, ale jakoś mój nie wyparł tego, że nie obyło się bez powikłań- padłam ofiarą suchego zębodołu. Potworny ból, który pojawił się już po ok 2 godz po zabiegu, udało się łagodzić(!) tylko Ketonalem- nie życzę nikomu. Masakra, pot, krew i łzy. Dużo łez. Zacisnęłam zęby (te które zostały oraz co innego) i mimo małej traumy, po chyba dwóch czy trzech miesiącach zdecydowałam się usunąć kolejną ósemkę- tym razem rwanie. I znów powikłania- tym razem rana goiła się ładnie, ale w trakcie zabiegu doznałam mikro urazu przez co pojawiła się bolesna afta. Bardzo bolesna. Tylko trochę mniej bolesna niż wcześniejszy suchy zębodół. Za jakie grzechy? No ok, wiem za jakie, ale nie o tym. Te dwie ósemki tak mnie zmaltretowały, że kolejną usuwałam jakieś 7-8 miesięcy później. I nie zgadniecie. Znowu powikłania i znowu odwlekanie ostatniej już ekstrakcji ze strachu przed bólem. W końcu jednak się przemogłam i pozbyłam się też ostatniego zęba mądrości (nie czuję się od tego czasu jakoś szczególnie głupsza). Ostatnie rwanie trwało rekordowo długo, tak z pół wieczności, czyli w przeliczeniu na godziny ok 1,5, prawie zemdlałam, w nagrodę za odwagę nie dostałam naklejki "dzielny pacjent", ale za to tym razem nie było powikłań. Hura!
Miesiąc później siedziałam już na fotelu mojej ortodontki na pierwszej konsultacji. Obejrzała moje zębiska, przygotowałyśmy wyciski, dostałam skierowanie na kolejne zdjęcia RTG (poprzednie było niewystarczające i umówmy się- trochę się zdezaktualizowało) i umówiłyśmy się na kolejną wizytę, na której dostałam wstępny plan leczenia, informację ile to będzie kosztowało oraz wypełniłam niezbędne dokumenty. Być może czeka mnie usuwanie kolejnych czterech zębów, żeby zrobić więcej miejsca, ale ustaliłyśmy, że będziemy obserwować efekty i ostateczną decyzję o usuwaniu podejmiemy później (i tak się cieszę, bo moja ortodontka twierdzi, że taka wada kwalifikuje się do leczenia chirurgicznego, czyli mówiąc wprost powinnam się zoperować- usuwanie jest alternatywą). Przed kolejną wizytą miałam czas na wyleczenie wszystkich zębów, które tego wymagały (okazało się, że tylko jeden) oraz ewentualną wymianę starych plomb, ale na to się nie zdecydowałam ze strachu przed bólem. Gdybym musiała, to oczywiście bym to zrobiła, ale ortodontka stwierdziła, że w moim przypadku nie jest to konieczne i decyzja należy de mnie. Trochę to ryzykowne, ale raz kozie śmierć. Kolejne spotkanie to już zakładanie separatorów, a tydzień później, 20.04.2018r., aparatu na górny łuk. 25. czerwca jesteśmy umówione na założenie separatorów na dół i 29.06. aparatu na dolny łuk.
Moja ortodontka prognozuje leczenie na 2-3 lata (bliżej trzech). Po dwóch miesiącach codziennego przeglądania się w lustrze nie widzę za bardzo efektów- dostrzegam je dopiero porównując zdjęcia i uważam, że są super- możecie ocenić to sami (zwróćcie uwagę na dwójkę widoczną po lewej stronie zdjęć). Pierwsze zdjęcie zostało zrobione dzień po założeniu aparatu, a drugie po 59 dniach:
Aparat ortodontyczny- efekty po dwóch miesiącach noszenia
To, co zauważyłam natychmiast po wyjściu z gabinetu, to pozytywny skutek w postaci zwiększenia mojej pewności siebie. Od dnia założenia aparatu coraz częściej ośmielam uśmiechać się odsłaniając zęby. Wiem, że nadal są krzywe i nadal mam z tego powodu spore kompleksy, ale sporo zmalały odkąd mam świadomość, że wszyscy widzą, że nie ignoruję problemu i robię coś, żeby moje zęby wyglądały przyzwoicie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się w komentarzu Twoim zdaniem na temat tego, co napisałam, Twoimi doświadczeniami czy pytaniami- zapraszam do dyskusji :)

Copyright © 2016 Swojemu po , Blogger