06 lipca

Ból związany z aparatem ortodontycznym - cz. I

     Ból związany z aparatem ortodontycznym to bardzo obszerny temat- przygotowując ten wpis, zlokalizowałam aż siedem potencjalnych przyczyn bólu związanego z aparatem na zęby, od przygotowań po noszenie, a przecież nie liczę jeszcze tego, co przede mną, czyli wyciągów gumowych i zdejmowania aparatu. W związku z tym, wysmarowałam tak długą notkę, że postanowiłam podzielić ją na dwie części- dziś skupię się na przygotowaniach i założeniu aparatu, a za tydzień będzie już o wszystkim, co dzieje się po odrutowaniu.
    Moje zupełnie pierwsze doświadczenie z aparatem było pośrednie- koleżanka zaczęła tę przygodę kilka lat temu i obserwowałam jej doświadczenia z bliska. Niestety, znajomej dokuczał ból nie tylko po założeniu aparatu, ale też po każdej wizycie kontrolnej. Podobne odczucia opisywali wszyscy, którzy aparat nosili, a z którymi miałam okazję na ten temat rozmawiać. Przyjęłam więc, że równanie:

aparat ortodontyczny = ból

jest prawdziwe i pogodziwszy się z tym, podjęłam kroki zmierzające w stronę odrutowania.
    Chronologicznie, pierwszą przyczyną odczuwania przeze mnie bólu w związku z aparatem na zęby, było usuwanie ósemek i jednocześnie wiązało się to z najsilniejszymi dolegliwościami. Przeszłam cztery ekstrakcje i za każdym razem ból miał inne nasilenie. Podczas każdej z nich miałam miejscowe znieczulenie, które minimalizowało ból podczas zabiegu, ten jednak pojawiał się około godziny-półtorej po wyjściu z gabinetu. Tylko w jednym przypadku rana poekstrakcyjna goiła się bezproblemowo- w pozostałych trzech zmagałam się z bardzo bolesnymi powikłaniami. Dwukrotnie miałam do czynienia z suchym zębodołem. Ostry ból pojawił się już około dwóch godzin po zabiegu i utrzymywał się mimo zastosowania ogólnodostępnych leków przeciwbólowych i okładów z lodu oraz towarzyszył mu nieprzyjemny zapach z rany po zębie. Ulgę przynosił wtedy jedynie ketonal, chociaż skłamałbym twierdząc, że uwalniał od bólu- ketonal znacznie ten ból łagodził. Zimne okłady i płukanie jamy ustnej naparem z szałwii nie dawały nic, oprócz przekonania, że nie cierpię bezczynnie. Pomogło dopiero przeczyszczenie rany przez dentystę oraz terapia antybiotykowa. Szczerze mówiąc, suchy zębodół to najgorsze i najboleśniejsze, co mnie dotychczas spotkało- nie życzę nikomu. Po drugiej ekstrakcji zaczęłam odczuwać dolegliwości niemal identyczne jak po pierwszej, więc po weekendzie (ząb wyrwałam w piątek) od razu pojechałam do dentysty, żeby wyczyścił ranę. Okazało się, że ta goi się poprawnie, a ból wywołuje najprawdopodobniej afta powstała na skutek mikro urazu doznanego podczas zabiegu. W tym przypadku pomogły leki przepisane przez dentystę.
    Zarówno w przypadku suchych zębodołów jak i afty, ostry ból o dużym nasileniu utrzymywał się przez ponad tydzień, w trakcie którego niemożliwe było funkcjonowanie bez środków przeciwbólowych. Po tym czasie odczuwałam standardowy ból przechodzący w dyskomfort, związany z gojeniem się rany po ekstrakcji oraz kości. Utrzymywał się on do kilku tygodni (w moim przypadku najdłużej ok 5 tygodni). Dodatkowo, usunięcie ósemek wpłynęło na pozostałe moje zęby- zaczęły się przemieszczać i niestety nie spowodowało to, że zaczęły wyglądać lepiej. Wręcz przeciwnie- wbrew pozorom, zęby zamiast skorzystać z darowanego im dodatkowego miejsca i porozsuwać się, stłoczyły się jeszcze bardziej, wykrzywiając się przy okazji niemożliwie. Czasem te wędrówki wywoływały mniej lub bardziej dokuczliwy ból.
    Kiedy ma się już piekło ekstrakcji za sobą, lub to ogromne szczęście wylosowania możliwości ominięcia tego pola w grze pod nazwą "piękne zęby", czas na zakładanie separatorów. W moim przypadku, samo zakładanie separatorów nie było bolesne, a jedynie nieco nieprzyjemne. Dla niewtajemniczonych- separatory to małe gumeczki (takie, jak później zakłada się na aparat), które wkłada się pomiędzy zęby trzonowe na około tydzień przed założeniem aparatu, żeby pomiędzy tymi zębami zrobiło się miejsce na metalowe pierścienie. Te pierścienie zakłada się właśnie na zęby trzonowe i można powiedzieć, że są głównym stelażem aparatu. Wydawałoby się, że coś tak małego nie może za bardzo rozepchać zębów, zwłaszcza jeśli jest gumowe, więc zęby będą tą gumkę ściskać. Nic bardziej mylnego. Te małe cholery są tak skuteczne, że już dzień po założeniu separatorów musiałam przejść na dietę półpłynną, bo jedzenie płatków ryżowych na mleku, bez żadnych dodatków, było niemal niemożliwe- prawie ich nie gryzłam z powodu bólu. Na szczęście taki ból utrzymywał się tylko jeden dzień i to tylko przy jedzeniu- w kolejnych dniach mogłam jeść pokarmy stałe, pod warunkiem, że były odpowiednio miękkie. Kiedy nic nie jadłam ból był na tyle lekki, że nie musiałam się wspomagać żadnymi lekami (tylko pierwszego dnia brałam Apap). Co ważne- bolą nie tylko separowane zęby. One wywierają nacisk na kolejne, więc momentami bolał mnie cały łuk. Wyjmowanie separatorów trwa ułamek sekundy i może, ale nie musi boleć.
    Samo zakładanie aparatu można podzielić na kilka etapów i na szczęście nie jest prawie w ogóle bolesne. Na wszystkie zęby, oprócz tych wcześniej separowanych, ortodonta nakleja zamki (takie metalowe kosteczki, do których później mocuje się gumeczkami-ligaturami, drut)- jest to całkowicie bezbolesne. Następnie montuje się pierścienie- metalowe obręcze, wciskane i naklejane na zęby trzonowe. Do pierścieni przymocowane są zamki- nie wiem jak u innych, ale w moim przypadku, na górze są po zewnętrznej i wewnętrznej stronie, a na dole tylko po zewnętrznej. Zakładanie pierścieni było dla mnie nieco bolesne, bo po pierwsze trzeba było pracować na zębach obolałych po działaniu separatorów, a po drugie, pierścienie nieco "wcięły" mi się w dziąsło. Nie wiem, jak to opisać, ale chodzi o to, że żeby pierścień był stabilny, trzeba go dość mocno docisnąć i to dlatego bolało, jednak ból był niewielki i trwał dosłownie chwilkę. Kiedy wszystkie zamki są na swoich miejscach czas na drut- ortodonta najpierw wkłada go w zamki na pierścieniach, a następnie mocuje do zamków na pozostałych zębach, za pomocą gumeczek. Nie jest to bolesne, ale to w tym momencie zaczynają pojawiać się naprężenia, więc pojawia się dyskomfort. U mnie, w przypadku górnego łuku, na dyskomforcie się skończyło i kilka dni po założeniu aparatu chciałam już dzwonić do mojej ortodontki, bo zęby bolały jedynie podczas jedzenia, ale na pewno nie tak, jak moich znajomych, którzy przez co najmniej pierwsze trzy dni nie wytrzymywali z bólu. Natomiast w przypadku dolnego łuku od razu, tuż po założeniu drutu, poczułam silny dyskomfort, który chwilę po wyjściu z gabinetu przerodził się w ból.
    Ból wywołuje też oczywiście samo noszenie aparatu, ale o tym i innych przyczynach napiszę za tydzień.
    Jeśli zastanawiasz się nad założeniem aparatu i ból Cię przeraża, to pamiętaj, że jest on kwestią indywidualną i na jego wystąpienie wpływa tak wiele rzeczy, że można śmiało powiedzieć, że to loteria. W moim odczuciu, efekty noszenia aparatu w pełni ten ból rekompensują.
    A jak Wy znosiliście ból związany z przygotowaniami do założenia aparatu?

PS. Tu przeczytasz: "Ból związany z aparatem ortodontycznym - cz. II"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się w komentarzu Twoim zdaniem na temat tego, co napisałam, Twoimi doświadczeniami czy pytaniami- zapraszam do dyskusji :)

Copyright © 2016 Swojemu po , Blogger