17 lipca

Camilla Läckberg - Czarownica (recenzja)


    Kiedy z gospodarstwa stojącego na uboczu, pod lasem, znika czterolatka, cała okolica włącza się w poszukiwania, które mają tragiczny finał- w leśnym jeziorku zostają znalezione zwłoki dziewczynki. Wszyscy są zdruzgotani i zastanawiają się, kto mógł zrobić coś takiego. Trzydzieści lat później, kiedy z gospodarstwa stojącego na uboczu, pod lasem, znika czterolatka, cała okolica włącza się w poszukiwania, które mają tragiczny finał- w leśnym jeziorku zostają znalezione zwłoki dziewczynki. Wszyscy są zdruzgotani i zastanawiają się, kto mógł zrobić coś takiego. Myślisz sobie "Hej! Powtarzasz się!"? Otóż nie, to nie pomyłka- tym razem Läckberg opisuje przypadek dwóch bliźniaczych spraw, odległych o trzy dekady. Nikt nie wierzy, że to, co się stało, to przypadek, a emocje wzmaga fakt, że w rodzinne strony właśnie wróciła jedna z kobiet, która jako trzynastolatka została uznana za winną popełnienia pierwszej zbrodni. Jak te sprawy łączą się z historią kobiety skazanej w XVII wieku na śmierć za czarownictwo?
    "Czarownica" to, jak na razie, ostatnia książka z sagi, sięgnęłam po nią, bo jakże mogłabym inaczej po lekturze wszystkich poprzedzających ją dziewięciu tomów? Läckberg trzyma się sprawdzonej konwencji, zgodnie z którą przeplata wątki obyczajowe i kryminalne, jednocześnie łącząc sprawę prowadzoną aktualnie z historią z przeszłości. Tak, jak poprzednio, mamy jasno wydzielone mini rozdziały z retrospekcjami, w których akcja rozwija się leniwie, żeby na ostatnich stronach rozwiać wszelkie wątpliwości i wyjaśnić ostatecznie jak obie historie się łączą. Jednak tym razem wszystkiego jest więcej- opowieści retrospektywne są dwie, zamiast jednej, bo cofamy się o trzydzieści lat do sprawy zabójstwa pierwszej czterolatki oraz o prawie trzysta pięćdziesiąt do sprawy tytułowej czarownicy. Więcej jest wątków obyczajowych- oprócz opowieści o życiu pracowników posterunku w Tanumshede (choć mam wrażenie, że akurat tych wątków jest wyjątkowo niewiele), przeczytamy także o problemach społecznych związanych z imigrantami (to nie pierwsze podejście do tematu w tej sadze), zaburzonych relacjach rodzinnych czy między nastolatkami, ale można też wyszczególnić wątek trudnej miłości (nie tylko tej pierwszej). Więcej niż zwykle jest też tropów w śledztwie- na ogół Patrick i jego ekipa podążają dwoma głównymi szlakami, tym razem sprawa jest bardziej zawiła. Ponadto można śmiało powiedzieć, że także historia czarownicy łączy się w dwójnasób z aktualnymi wydarzeniami- po pierwsze jest to powiązanie wskazane jasno na końcu powieści, a więc więzy krwi, ale po drugie, jest to zestawienie dwóch historii, w których występuje przyznanie się od niepopełnionego przestępstwa oraz kara za nie. Tym razem autorka odsłania też szybciej więcej kart przed czytelnikiem, dzięki czemu wcześniej można odgadnąć rozwiązanie zagadki.
    Ja wprawdzie mam za sobą lekturę wszystkich wcześniejszych tomów, niemniej jednak uważam za plus fakt, że mimo, że "Czarownica" jest częścią większej całości, to jednak bez problemu można ją przeczytać nie znając wcześniejszych perypetii Hedströma. Wątek poza kryminalny prowadzony jest tak, że to, co konieczne jest wyjaśnione, a wszystkiego poza tym można się domyśleć.
   Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że autorka chce jakoś przełamać monotonię, która siłą rzeczy wkrada się do jej sagi, zaburzyć dotychczasowy schemat, nie odchodząc jednak od głównej konwencji. Myślę, że w pełni jej się to udało, a najlepszym dowodem niech będzie Mellberg, który jak zwykle popełnia fatalny w skutkach błąd, jednak pod koniec książki robi coś, co zupełnie nie pasowałoby do jego postaci, gdyby nie to, że Läckberg konsekwentnie ociepla jego wizerunek. Z resztą, ten, kto lekturę "Pogromcy lwów" ma już za sobą wie, że wprowadzanie elementu zdecydowanie wychodzącego poza schemat, Szwedka rozpoczęła już wcześniej. Na szczęście udaje się osiągnąć ten efekt bez szkody dla całości- styl jest niezmiennie fantastyczny, powieść, tak, jak wcześniejsze, czyta się jednym tchem. Niezaprzeczalnym atutem tej książki jest nie tylko jej emocjonalność (zarówno historia czarownicy jak i obu zamordowanych czterolatek, imigrantów czy skrzywdzonej nastolatki podnosi ciśnienie), ale też mnogość tematów będących świetnym punktem wyjścia dla dyskusji nad różnymi problemami społecznymi. Wiele książek z tej serii jest czystą rozrywką, natomiast "Czarownica" zmusza do refleksji.
    Läckberg, tradycyjnie, zachwyciła mnie, choć teraz nie tylko zagadką kryminalną, ale i formą w pełni. Już nie mogę doczekać się kolejnej jej powieści.

Camilla Läckberg: Czarownica, wydawnictwo Czarna Owca, 2017; 589 stron

Jeśli jesteś po lekturze tej książki, to daj proszę znać, jak Ci się podobała. A jeśli chcesz być na bieżąco, to koniecznie polub profil Swojemu Po na FB tu i/lub na instagramie tutaj- bądźmy w kontakcie :)

8 komentarzy:

  1. Ciągle obiecuję sobie, że w końcu zabiorę się za Lackberg i nie mogę się zabrać a cały czas trafiam na same pozytywne recenzje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, ale ostrzegam przed tomem "Syrenka" i przed "Czarownicą" ze względu na sceny gwałtu. Przez całą serię przewija się mnóstwo przestępstw, nie tylko morderstw, ale sceny gwałtów z tych dwóch tomów wywołały u mnie tak intensywne uczucia, że nie mogłam się otrząsnąć przez dłuższą chwilę. W przypadku "Czarownicy" było to raptem kilka godzin, ale "Syrenka" tak mną wstrząsnęła, że na kilka miesięcy musiałam sobie darować pozostałe książki tej sagi. To było najbardziej intensywne negatywne doświadczenie literackie, jakiego doznałam. Ale pozostałe części wywołują nieprzyjemne uczucie tylko pod koniec i tuż po przeczytaniu i chodzi mi tu o to uczucie, kiedy chce się czytać jak najszybciej, żeby już znać zakończenie, a jednocześnie ma się świadomość że to będzie KONIEC i potem nie będzie nic. I te kilka dni po zakończeniu lektury, kiedy wręcz nie można sięgnąć po nic innego, bo jeszcze się trawi.

      Usuń
    2. Może wyjdę teraz na kompletną psychopatkę ale koniecznie musze przeczytać "Syrenkę"! Nie żeby czytanie o tego typu sprawach sprawiało mi przyjemność - ale lubię jak książka wzbudza jakieś intensywne emocje. czytałaś może "Dziewczynę z sąsiedztwa" Jacka Ketchuma? Nic mnie nigdy tak nie wku***ło jak ta książka, byłam taka zła na tych ludzi, na to wszystko co się w niej wydarzyło - zwłaszcza że była inspirowana rzeczywistymi wydarzeniami.
      Ostatnio przeczytałam kilka książek które ani mi się nie spodobał ani jakoś mnie nie poruszyły dlatego ta "Syrenka" może być tym czego mi trzeba ;)

      Usuń
    3. "Dziewczyny z sąsiedztwa" nie czytałam, nie widziałam też ekranizacji, ale z ciekawości sprawdziłam o czym jest ta książka i raczej jej nie przeczytam- to chyba nie na moje nerwy. Ale rozumiem co masz na myśli. Mniej więcej tak samo wpłynęła na mnie "Brzydula. Historia niekochanej" Constance Briscoe- też nie mogłam zrozumieć jak można krzywdzić tak kogokolwiek, a już w ogóle własne dziecko. Przy takiej lekturze ma się ochotę rzucić książką o ścianę.

      Usuń
  2. Aż pofatygowałam się do swojego regału, żeby zobaczyć jakie książki Lackberg mam. "Kamieniarz" (przeczytany), "Księżniczka z lodu" i "Fabrykantka aniołków". Nie pamiętałam :/ Jakoś mi nie podchodzi ta autorka, więc i książki - póki co - kurzą się na półce. Nie lubię kryminałów grubo przeplatanych obyczajówką (a może obyczajówek z wątkiem kryminalnym?).

    Ale oglądałam wszystkie filmy na podstawie jej książek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Kamieniarza" też mam własnego- dostałam na urodziny i właśnie od niego zaczęła się moja przygoda z tą serią. Resztę wypożyczałam z biblioteki. Mi nie przeszkadzają takie proporcje pomiędzy wątkami, ale raczej dlatego, że jest to saga- kiedy mam do czynienia z samodzielnymi powieściami też wolę kiedy wątki obyczajowe są tylko delikatnym tłem. A jak oceniasz filmy? Przymierzam się do obejrzenia i jestem ich bardzo ciekawa.

      Usuń
    2. Są specyficzne, a do tego widać, że to produkcja telewizyjna. Kogoś lubiącego dosłowność amerykańskich filmów (dobry przykład, choć z innego kraju: "The ring". Amerykański zjeżył mi włos na głowie, a azjatycki prawie uśpił. Dopiero później nauczyłam się oglądać azjatyckie kino) znużą i znudzą. Akcja opiera się w nich na niuansach, gestach, spojrzeniach. Nie ma w nich nic wyłożonego kawa na ławę, trzeba oglądać uważnie. Musiałam obejrzeć kilka skandynawskich filmów, żeby oswoić się z ich kinem. Ekranizacje Lackberg, mojej ukochanej Yrsy i Indridasona :)

      Usuń
    3. To chyba bardziej przyłożę się do szukania :) Do tej pory bardzo ciekawił mnie stopień odwzorowania powieści, ale jeśli kino północnoeuropejskie różni się tak od tego, co najczęściej się ogląda, to tym bardziej muszę te filmy zobaczyć. Aż mi trochę głupio, ale nie kojarzę, żebym widziała jakieś szwedzkie produkcje.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się w komentarzu Twoim zdaniem na temat tego, co napisałam, Twoimi doświadczeniami czy pytaniami- zapraszam do dyskusji :)

Copyright © 2016 Swojemu po! , Blogger