09 września

Bridget Asher - Pożyczona miłość

    Gwen, będąc w lodziarni z mężem, spotyka przypadkiem swojego byłego chłopaka z czasów studiów. Zwykle w takich sytuacjach ludzie wymieniają ze sobą kurtuazyjnie kilka zdań, po czym każdy idzie w swoją stronę, ale wówczas powieść miałaby 5 stron. Tak więc Gwen zaprasza Eliota na imprezę, na której mężczyzna ratuje jej życie. Mąż Gwen postanawia spłacić dług wdzięczności zgadzając się na prośbę Eliota, by Gwen udawała przed jego śmiertelnie chorą matką, że są małżeństwem. Pożyczone nie kradzione, ale czy stara miłość przypadkiem nie rdzewieje?
    "Pożyczona miłość" to powieść, której odbiór zależy od nastawienia, z jakim przystępuje się do lektury. Kiedy przeczytałam tę książkę po raz pierwszy, stwierdziłam, że mi się podoba. Przy drugim podejściu byłam już bardziej krytyczna i zaczęłam zastanawiać się, czy to aby na pewno to ten sam tekst. Otóż, można ją odebrać jako wielowarstwowy romans, ale jednak bardziej skłaniam się ku stwierdzeniu, że jest to irytujące, naiwne romansidło z równie irytującą główną bohaterką. Gwen ma wszystko- dom, przyjaciół i męża lekarza, który ją utrzymuje, podczas gdy ona sama co chwilę zmienia pracę bo właściwie nie wie co ma ze sobą zrobić. Po pięciu latach znajomości z mężem, spotyka przypadkiem gościa, z którym dziesięć lat temu przeżyła intensywny, trzytygodniowy romans i od razu daje się ponieść emocjom. Niby romantyczne, ale czy czasem jednak nie naiwne i wskazujące, że babka po prostu chce odskoczni, bo jest znudzona zbyt spokojnym życiem, w którym brakuje problemów? Gdzieś po połowie książki autorka jakby zdaje sobie z tego sprawę i zaczyna przedstawiać męża w coraz bardziej przyciemnionym świetle, aż w końcu okazuje się, że nie traktował Gwen uczciwie. Odnoszę nieodparte wrażenie, że autorka uświadomiła sobie, że Gwen wygląda na niewdzięczną, zdradzającą żonę, więc żeby usprawiedliwić jej zachowanie zwala winę na męża, tak, żeby czytelnik stwierdził "biedna Gwen" oraz nie stwierdził, że jest głupia, jeśli rozważa porzucenie swojego stabilnego życia dla faceta, którego praktycznie nie zna. Do tego dochodzi wątek dzieciństwa Gwen bez matki, wciśnięty jakby na siłę i nie wiadomo po co.
    Historię poznajemy z perspektywy Gwen. Narracja pierwszoosobowa miała chyba sprawić, że czytelnik będzie bardziej utożsamiał się w główną bohaterką, jednak we mnie wzbudzała tylko coraz większą irytację. Gdyby wcześniej zaczęła podejrzewać, że mąż jest nie fair, znacznie lepiej odebrałabym tę historię, a tak, mam o Gwen kiepskie zdanie. Niemniej jednak powieść napisana jest lekkim, przystępnym językiem. Asher nie można odmówić lekkości pióra, co jest podwójną zaletą, sprawia bowiem, że lektura mija szybko.
    "Pożyczona miłość" to jedna z tych książek, którą szybko się czyta i równie szybko się o niej zapomina. Ma niedociągnięcia, bohaterami kierują niezrozumiałe pobudki, ich zachowanie jest nielogiczne. Szkoda, bo pomysł z wypożyczeniem żony jest naprawdę ciekawy i mógłby stanowić wyjście do głębszego i bardziej interesującego studium ludzkich namiętności. Generalnie nie polecam, chyba, że już nie ma się nic innego pod ręką, czym można by zabić czas.
Bridget Asher: Pożyczona miłość, Wydawnictwo Otwarte, 2009;270 stron

Recenzja bierze udział w wyzwaniu czytelniczym "Grunt to okładka"

7 komentarzy:

  1. Nie lubię narracji pierwszoosobowej - zwłaszcza, kiedy nijak nie mogę się utożsamić z bohaterką. Wtedy czytanie mnie drażni, bo czuję, jakbym stała za plecami głupiej osoby i musiała chodzić tam, gdzie ona ;) Trochę mnie zaciekawiłaś tą recenzją, ale w trakcie czytania stwierdziłam, że raczej może jednak nie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Wyobraziłam to sobie :D Nie zdzierżyłabym chodzenia cały dzień za kimś głupim, nawet, gdyby ta głupota była śmieszna.

      Usuń
  2. Czasami autorzy faktycznie wpychają w swoje powieści zbędne wątki, żeby tylko na siłę "uatrakcyjnić" treść, a wychodzi różnie. Szkoda, że książka nie zapada w pamięć. Myślę więc, że raczej odpuszczę sobie ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, że autorzy często sobie z tą wielowątkowością nie radzą- mają pomysł na wątek główny, a te poboczne są mdłe i pisane dlatego, że nie wypada napisać czegoś jednowątkowego. Ale mam też wrażenie, że niektórzy dobudowują treść, żeby powieść nie wyszła za krótka.

      Usuń
  3. Książka jak widać ma wiele wad i niekoniecznie mam teraz ochotę bliżej się z nią zapoznawać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, mam nadzieję, że nigdy Cię ta ochota nie najdzie :) Lepiej poświęcić ten czas na przykład na "Cylinder van Troffa" (https://swojemupo.blogspot.com/2018/08/janusz-andrzej-zajdel-cylinder-van.html), o którym pisałam niedawno albo na "Idiotów" (https://swojemupo.blogspot.com/2018/07/jakob-arjouni-idioci.html)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się w komentarzu Twoim zdaniem na temat tego, co napisałam, Twoimi doświadczeniami czy pytaniami- zapraszam do dyskusji :)

Copyright © 2016 Swojemu po! , Blogger