14 września

Emma Donoghue - Cud

    Ta książka przypomniała mi o fenomenie Baader-Meinhof, który polega mniej więcej na tym, że tuż po tym, jak pierwszy raz się z czymś spotykamy, trafiamy na to kilkukrotnie w stosunkowo krótkim czasie. W moim przypadku chodziło o angielską twórczynię nowoczesnego pielęgniarstwa- panią Florence Nightingale (ang. słowik). Jej uczennice nazywano "słowikami". Nigdy wcześniej nie słyszałam ani o pani Słowik, ani o jej "słowiczkach", a wkrótce po tym, jak przeczytałam o nich w "Cudzie", w ciągu zaledwie dwóch tygodni kilka razy trafiłam na wzmianki na ich temat w innej książce, internecie i filmie. Fascynujące zjawisko (swoją drogą, pani Nightingale jest równie fascynującą postacią- polecam zapoznanie się z jej życiorysem- bardzo inspirująca kobieta).

    Rok 1850, irlandzka wieś. 11- letnia Anna O'Donnell przestaje jeść. Zupełnie. Jest bardzo pobożna, twierdzi, że żywi się "manną z nieba" i wygląda na to, że faktycznie nie przyjmuje żadnych posiłków oraz pije jedynie niewielkie ilości wody. Rosnące zainteresowanie poszczącą dziewczynką sprawia, że specjalna komisja zatrudnia dwie pielęgniarki, które przez dwa tygodnie będą obserwowały dziewczynkę, by ustalić, czy przypadek Anny to cud czy może mistyfikacja.
"Ale co może zrobić dla ocalenia dziecka, które ocalone być nie chce?" (str. 250)
    Powieść opowiedziana jest z punktu widzenia trzydziestoletniej angielki, Lib Wright, "słowiczka", jednej z dwóch pielęgniarek zatrudnionych do obserwacji Anny, Mimo to, autorka postawiła na narrację trzecioosobową, dzięki czemu czytelnik ma szerszy horyzont. Lib nie ma dobrego zdania ani o Irlandii, ani o Irlandczykach, ani o sprawie Anny. Ma za to wyrazisty charakter, przez który początkowo trudno ją polubić, ale jak to z dynamicznymi postaciami bywa, autorka w końcu ociepla wizerunek Lib. Równie wyraziste, wzbudzające przeróżne emocje, są także pozostałe postaci tej historii- jak pisze autorka:
"Każdy jest skarbnicą sekretów."
i świetnie podsumowuje to najważniejsze osoby tej opowieści. Tacy bohaterowie, w połączeniu z leniwie rozwijającą się, acz niezwykle ciekawą, akcją tworzą bardzo, bardzo udaną powieść. Intryga uknuta przez panią Donoghue wciąga jak irlandzkie trzęsawiska, a zwroty akcji sprawiają, że chce się przyspieszyć tempo czytania. Ogromnym plusem jest też wielowątkowość- to powieść nie tylko roztrząsająca zagadkę natury religijnej, ale także obraz XIX wiecznej Irlandii i ówczesnej obyczajowości (w tym wszechobecnego mezaliansu pomiędzy pobożnością a zabobonami przejawiającymi się zarówno wiarą w czary, jak i chochliki), jest studium nad dzieckiem dotkniętym tragedią, ale na uwagę zasługuje też wątek życia prywatnego głównej bohaterki. Wszystkie te wątki są zbudowane bardzo ciekawie, nieszablonowo i nie pozwalają się nudzić, choć "Cud" z pewnością nie jest jedynie rozrywką. Autorka nie tylko opowiada niesamowitą, niewyobrażalną wręcz, historię, ale też daje do myślenia. Wisienkę na torcie stanowi zakończenie, które jedynie częściowo da się przewidzieć ze sporym wyprzedzeniem- niemniej jednak pewien aspekt zakończenia był dla mnie bardzo zaskakującym wybiegiem.
"Los jest bezimienny, a życie to dzieło przypadku, »opowieść idioty«." (str. 260)
    Chyba jedyny zarzut, jaki mam, dotyczy nie samej powieści, ale kwestii marketingowej- otóż na odwrocie książki znajduje się rekomendacja Stephena Kinga, w której można przeczytać, że jest to powieść oparta na faktach- nie ukrywam, że ta informacja bardzo rozbudziła moją wyobraźnię i zachęciła do lektury. Natomiast na końcu książki znajduje się informacja, że inspiracją dla autorki były liczne przypadki długotrwałych postów, które odnotowano na przestrzeni wielu lat na całym świecie, ale nie ma tam żadnej informacji o historii zbliżonej do tej opisanej przez panią Donoghue. Czuję się więc nieco oszukana użytym na wyrost stwierdzeniem, że jest to historia oparta na faktach. Piszę to jednak bardziej w ramach ciekawostki i z chęci zwrócenia uwagi na problem przerysowywania faktów na potrzeby marketingu- "Cud" broni się sam, więc taki szczegół nie jest w stanie zepsuć odbioru tej powieści.
    Nie mogę nie wspomnieć też o wydaniu, jakie wpadło mi w ręce, ponieważ zauroczyła mnie jego estetyka. Okładka jest dość gruba (choć nie twarda), drukowana na papierze powlekanym matową, bardzo przyjemną w dotyku powłoką. Porównałabym to do delikatnego weluru. Tekst jest już nadrukowany zwykłą farbą z połyskiem, dzięki czemu kontrastuje z resztą. Okładka naprawdę jest obłędna- jest to najprzyjemniejsza w dotyku okładka, z jaką miałam do czynienia i dotykanie jej jest równie przyjemnie jak wąchanie nowego egzemplarza (nie ściemniajcie- wiem, że też to kochacie).
    Podsumowując, jest to książka fantastyczna pod każdym kątem, którą pochłania się ekspresowo. Jedna z tych, którą chce się przeczytać jak najszybciej, ale jednocześnie nie chce się, żeby się skończyła. Naprawdę cudowna, porywająca opowieść.

Emma Donoghue: Cud, Wydawnictwo Sonia Draga, 2017;288 stron
Recenzja bierze udział w wyzwaniu czytelniczym "Grunt to okładka"

7 komentarzy:

  1. Kiedy pracowałam w firmie kurierskiej, wszędzie widziałam auta naszej firmy. Jakby mnie śledziły ;D

    Macałabym tę okładkę ;) Czytać też bym przeczytała, ale na taki temat muszę mieć odpowiedni nastrój.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam takie porywające powieści! Na jesienne wieczory będzie świetna. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O taaaak! Ciepła, aromatyczna herbata albo lampka fajnego winka, kocyk, świeczki dla klimatu, jesienna aura za oknem i "Cud"- ta wizja sprawia, że żałuję, że nie poczekałam trochę z lekturą :)

      Usuń
  3. Myślę, że powieść mogłaby przypaść mi do gustu i ów szczegół nie wpłynąłby na mój odbiór całej treści. Może dam jej szansę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie mam nadzieję że dasz jej szansę- na pewno warto. Z resztą, mi już emocje w związku z tą adnotacją na okładce opadły i dochodzę do wniosku, że takie coś osłabia moje zaufanie do pana Kinga, a nie do "Cudu".

      Usuń
  4. Nie słyszałam o niej wcześniej. Zachęciłaś mnie jednak do tej książki, do której przyciąga opis fabuły, okładka i już sam tytuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę :) A jeśli mogę coś doradzić, to lepiej zarezerwuj sobie weekend albo chociaż ze trzy (długie) wieczory, bo jak zaczniesz, to możesz mieć problem z oderwaniem się od tej książki- jest mega. I koniecznie daj znać jak Ci się podobała, jak już będziesz po lekturze:)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się w komentarzu Twoim zdaniem na temat tego, co napisałam, Twoimi doświadczeniami czy pytaniami- zapraszam do dyskusji :)

Copyright © 2016 Swojemu po! , Blogger