22 września

Jean-Michel Cohen - Klinika cudów

    Tytułowa "Klinika cudów" to szpital, w którym Mathieu Sorin leczy zaburzenia odżywiania. Osią fabuły są losy pięciu pacjentów kliniki: bulimiczki Emilie, anorektyczki Sarah, otyłych Liliane i Ralpha oraz jeszcze bardziej otyłej Delphine. Czy da się ich wyleczyć? Doktor Sorin jest zdania, że jeśli tylko uda się rozwiązać problemy z ich psychiką, uzdrowienie ciała będzie tylko "efektem ubocznym".
    Książka zainteresowała mnie dlatego, że sama miałam swego czasu problemy z odżywianiem, ale przeszło mi już po lekturze kilku pierwszych zdań. Zainteresowanie książką, nie problemy z odżywianiem- z tymi poradziłam sobie już dawno temu. Nie będę owijać w bawełnę- ta książka utwierdziła mnie w przekonaniu, że pisać może każdy, ale nie każdy powinien (a przynajmniej nie każdy powinien publikować swoją twórczość). Jedynym plusem jaki tu dostrzegam, jest dołączenie do książki aneksu z kartami chorób głównych bohaterów, ale myślę, że o wiele fajniej byłoby, gdyby te karty znajdowały się na początku- zaczynając lekturę właściwej części książki już wiedzielibyśmy kto jest kto. Byłoby to o tyle korzystne, że autor pogrupował pacjentów według wieku: młode bohaterki mają anoreksję i bulimię, starsi są chorobliwie otyli przez co trudno ich rozróżnić. To nie jedyny minus- pacjentów łączą nie tylko zaburzenia odżywiania, ale też status społeczny- każdy z nich jest bogaty i/lub ma bogatych/znanych bliskich. Może i to uwiarygadnia klinikę, która jest renomowanym paryskim ośrodkiem, ale z drugiej strony sprawia, że trudno jest utożsamiać się z bohaterami oraz sprawia, że ktoś, kto nie ma dobrego zdania o osobach z zaburzeniami odżywiania może stwierdzić, że ta książka potwierdza, że to domena osób, które nie mają prawdziwych problemów. Na niekorzyść "Kliniki cudów" przemawia też to, że dialogi są mdłe i płytkie, tak samo jak płytko są potraktowane aspekty psychologiczne chorób pacjentów. Owszem, autor podaje przyczyny zaburzeń, ale ktoś, kto nie rozumie takich chorób, na pewno nie przybliży się do ich zrozumienia po lekturze tej książki. Wątek romantyczny? Jest tak kiepski i odrealniony, że może lepiej spuszczę na niego zasłonę milczenia. Poza tym, ta książka jest po prostu nudna- zwyczajnie, po książkowemu nudna, mimo takich zwrotów akcji, jak "porwanie" z kliniki jednej z pacjentek- córki ministra przez pielęgniarza.
    Słówko jeszcze na temat bardziej techniczny- uwierał mnie w tej powieści sposób prowadzenia narracji- jest to narracja trzecioosobowa, przy czym z początku są to jakby rozważania doktora Sorina, ale później, kiedy dochodzi do wspomnianego "porwania" jest to pozbawione sensu, wszak Sorina nie ma z uciekinierami. Mogłabym to zdzierżyć, bo to chyba kwestia mojego odczucia, ale już niezmiernie irytującą dla mnie kwestią było zastosowanie czasu teraźniejszego w narracji. Brzmi to tak:
"Wielkie żółte słońce ogrzewa anemiczny trawnik przed wejściem do kliniki. Po schodach prowadzących do środka wchodzi Baptiste de Luzille w towarzystwie młodej, pełnej uroku kobiety. W drzwiach niemal zderza się z dwoma mężczyznami w firmowych koszulkach jakiegoś atelier. Reżyser waha się przez chwilę. Czy przypadkiem nie pomylił budynku? Chyba jednak nie, poznaje ten hol. Anonsuje swoje przybycie w recepcji i kieruje się w stronę widny. Na piętrze puka do drzwi." (str. 317)
 Taka narracja na pewno sprawdza się w dynamicznych scenach, jak na przykład scena reanimacji anorektyczki, której zatrzymała się akcja serca, ale w przypadku całej reszty powieści, gdzie akcja jest leniwa, jest to zwyczajnie irytujące.
    Podsumowując- nie, nie i jeszcze raz nie. Co prawda, w przeciwieństwie do "Placu Zbawiciela" dałam radę dobrnąć do końca, ale chyba tylko przez wzgląd na moje osobiste doświadczenia z niejedzeniem. Oprócz wspomnianego aneksu dostrzegam zaledwie jeszcze jeden pozytyw w tej książce- trafny tytuł. Otóż, ta klinika faktycznie musi być cudowna, skoro chorująca od dwóch lat na anoreksję dziewczyna pozwala poić się gorącą czekoladą oraz karmić się chlebem z masłem oraz twarożkiem z miodem, mimo, że jeszcze niedawno trzeba było ją potraktować defibrylatorem, bo umarłaby niechybnie na skutek niedoboru potasu.

Jean-Michel Cohen: Klinika cudów, Wydawnictwo Świat Książki, 2009;362 strony
 
Recenzja bierze udział w wyzwaniu czytelniczym "Grunt to okładka"

4 komentarze:

  1. I już wiadomo o co chodzi z tym talerzem ze zdjęcia. Zaburzenia odżywiania... Też miałam coś w tym rodzaju, sto lat temu, jako dziecko. Sama nie wiem skąd mi się to wzięło, ale przez pewien okres czasu żywiłam się tylko cukierkami i herbatą. Skończyło się miesięcznym pobytem w szpitalu (przed samą pierwszą komunią).

    Nie zachęcasz specjalnie do czytania. Choć z drugiej strony nieco mnie to ciekawi... Ale jako że znowu zgrzeszyłam i kupiłam trochę książek (19 szt. za 30 zł), więc raczej po tę nie sięgnę. Przynajmniej na razie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cukierki i herbata powiadasz? Przywodzi mi to na myśl moją ostatnią rozmowę z kosmetyczką:
      Kosmetyczka: Jesteś uzależniona od cukru?
      Ja: Nie, po prostu od czasu do czasu nachodzi mnie taka ochota na słodkie, że nie mogę się powstrzymać i zwykle robię wtedy domowe ciasto. Co kilka tygodni mam takie momenty.
      Kosmetyczka: Umh... Ja codziennie mam takie momenty.
      Śmiechłam.

      A tak serio- co Twoi rodzice na to? Nie widzieli, że ośmiolatka nie je? Ja nie jadłam w technikum. Byłam w takim wieku, że potrafiłam stworzyć przed mamą iluzję, że wszystko jest w granicach normy, a tymczasem potrafiłam zjeść w ciągu dnia tylko jedną kanapkę, drożdżówkę lub jabłko i później w domu trochę zupy. Jadłam wszystko- pyszne i zdrowe domowe obiadki, fast food, słodycze- nie eliminowałam niczego z diety, ale w ciągu dnia prawie w ogóle nie jadłam. Pamiętam, że w tamtym czasie ciągle bolał mnie brzuch. Dopiero kiedy na studiach udało mi się z tego zupełnie wyjść i raz zabrałam za małe drugie śniadanie na uczelnię, uświadomiłam sobie, że w technikum to nie był ból brzucha. To był głód. Prawie cztery lata chodziłam głodna. Ta świadomość mną wstrząsnęła, ale mimo to, kiedy ostatnie trzy lata pracowałam 50 km od domu, znów doszłam do jedzenia dwóch posiłków dziennie. Objętościowo porządnych, ale to nie zmienia faktu, że dwóch.

      Książki nie polecam, bo z jednej strony nie dostrzegłam w niej autentyczności, a z drugiej jest nudna jak diabli.

      19 szt. za 30 zł? 1,58 PLN za książkę? Zgrzeszyłabyś, gdybyś z takiej okazji nie skorzystała.

      Usuń
    2. https://www.instagram.com/p/BoO5qgFA27B/?taken-by=ken.g3011 Takie książki :) 14 było za 1 zł, te kilka droższe, a kupiłam tyle głównie dlatego, żeby koszt przesyłki nie był wyższy niż koszt samych książek. A zaczęło się od dwóch Fannie... I tak jakoś poszło ;)

      Co do mojego niejedzenia, przez jakiś czas udało mi się to ukrywać. Kanapki brane do szkoły oddawałam zaprzyjaźnionemu psu, w domu nigdy nie byłam głodna, a zmuszać się nie dawałam. Byłam strasznie upartym dzieciakiem. No i trwało to dopóty, dopóki nie byłam taka osłabiona, że odwieźli mnie do szpitala. Dziwne, że się opieka społeczna tym nie zainteresowała - przecież ktoś mógł pomyśleć, że w domu mnie głodzą. A mnie po prostu nic, kompletnie nic nie smakowało...

      Usuń
    3. Miałam w podstawówce koleżankę, która domowe kanapki wyrzucała do kosza, bo nie miała na nie ochoty, po czym brała ze stołówki całe naręcze chleba i wyrzucała w krzaki dla ptaków i innych zwierzaków. Nikt z dorosłych nie wiedział gdzie lądują jej kanapki, więc z innymi dzieciakami namówiliśmy ją, żeby swoje też dawała zwierzakom. I też na tym skorzystał pies sąsiadów.
      Przeraża mnie to i boję się, że kiedy sama zostanę matką, też dam się tak robić w balona.
      A co do opieki społecznej, to myślę, że jeszcze kilka lat temu musiało być naprawdę źle w domu, żeby zabrali komuś dzieci. Teraz jest inaczej, bo w wielu miejscach OS nie kieruje się dobrem dzieci tylko... strachem przed nagłośnieniem sprawy przez media.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się w komentarzu Twoim zdaniem na temat tego, co napisałam, Twoimi doświadczeniami czy pytaniami- zapraszam do dyskusji :)

Copyright © 2016 Swojemu po! , Blogger