04 września

Katarzyna Jabłońska - Szału nie ma, jest rak (recenzja)

 
    "Szału nie ma, jest rak" to rozbudowany wywiad, zapis rozmów Katarzyny Jabłońskiej z chorym na glejaka księdzem Janem Kaczkowskim. Tematem rozmów jest nie tylko śmiertelna choroba, z którą zmaga(ł) się ks. Kaczkowski, ale też hospicjum, które stworzył i prowadził, wiara, umieranie, miłość a nawet seks.
    Po tej, wątłej objętości, książeczce spodziewałam się, że tytuł jest tylko zaczepnym hasłem marketingowym, mającym zwrócić uwagę czytelnika, a w środku znajdę wzniosłe rozmowy na tematy najpoważniejsze- chorobie, wierze, Bogu, jeszcze raz chorobie i Bogu i tyle. No dobra, spodziewałam się jeszcze charakterystycznego dla księży, których znam, tonu bardzo oficjalnego, poważnego i pompatycznego. Dodać muszę, że kojarzę, że było o tym księdzu głośno przed jego śmiercią w 2016 roku, ale nie śledziłam informacji o nim, nie oglądałam ani nie czytałam wywiadów, reportaży, więc opierałam się tylko na własnych wyobrażeniach. A mimo to wypożyczyłam z biblioteki tę książkę, bo złapałam się na tytuł. I co? I guzik. Intuicję mam do wymiany, a co najmniej do porządnego naoliwienia, bo z niczym nie trafiłam. Owszem, tematy bardzo poważne są, ale w takiej formie, że zastanawiam się, dlaczego ta książka jest taka krótka. Pani Katarzyno, dlaczego?!
    To, co nasuwa mi się po lekturze "Szału nie ma, jest rak" i co absolutnie potrzebuję powiedzieć, to po pierwsze to, że nie spotkałam jeszcze księdza, który mówiłby o sprawach zarówno prostych jak i tych najtrudniejszych tak swobodnie, tak... ludzko. Zdaje się, że Kaczkowski nie zna słowa "tabu", nie unika tematów kontrowersyjnych, trudnych- wręcz przeciwnie. Podejmuje rękawicę rzuconą przez Jabłońską i odpowiada szczerze, mądrze i wyczerpująco na wszystkie pytania. Nie pomija takich kwestii jak miłość, która pojawia się także w życiu po święceniach kapłańskich czy zakonnych albo dylemat "kapłaństwo czy ojcostwo", przed którym staje niejeden ksiądz. Można się w niektórych kwestiach z ks. Kaczkowskim nie zgadzać, ale ogromnie cenię to, że nie udawał, że takich problemów nie ma i otwarcie o nich rozmawiał. Po drugie, jest to kopalnia wiedzy na temat tego, jak wygląda hospicjum, co dla mnie okazało się ogromną wartością, bo dotychczas kojarzyłam takie instytucje jako szpitale dla umierających- takie "umieralnie", szare i ponure, do których rodziny oddają czekających na śmierć, kiedy nie mają możliwości zająć się nimi należycie w domu. Nie wiem czy wszystkie, ale hospicjum stworzone przez ks. Kaczkowskiego jest inne- owszem, z niego też już raczej się nie wychodzi (chyba, że po to, żeby umrzeć w domowych pieleszach), ale nie wygląda ani szaro, ani ponuro. Przypomina raczej ośrodek wypoczynkowy, a ludzie tam pracujący, to nie klasyczni "etatowcy", czekający tylko do końca zmiany, ale prawdziwe anioły. Po trzecie, jest to źródło wiedzy etycznej- jeszcze nigdzie nie spotkałam się z tak szczegółowym wyjaśnieniem kwestii grzechu związanego z seksem. Może dla większości ludzi to nie ma znaczenia, co Kościół na to, ale jestem przekonana, że gdyby wiedza w temu podobnych zakresach byłaby bardziej rozpowszechniona, wizerunek Kościoła mógłby sporo zyskać. Wszak chyba większości z nas kojarzy się stanowisko, zgodnie z którym każdy stosunek małżeński winien skutkować ciążą, a przy tym najlepiej, gdyby to był bardzo ascetyczny akt, w najprostszej pozycji itd., a wg Kaczkowskiego, tak restrykcyjnie nie jest. Ale tematy związane z etyką to nie tylko seks- sporo z tej książki dowiedziałam się też o informowaniu chorego i jego rodziny o diagnozie, przebiegu choroby czy zbliżającej się śmierci (na studiach tego nie ma, ale na warsztatach Areopag Etyczny stworzonych przez ks. Jana i owszem), o leczeniu paliatywnym czy terapii uporczywej, o stanowisku wobec in vitro czy miłości homoseksualnej.
    Mogłabym tak pisać i pisać, bo Kaczkowski jako doktor teologii moralnej i bioetyk też miał sporo do powiedzenia, ale mówiąc krótko- urzekł mnie Kaczkowski i urzekła mnie ta książka. Choć "Szału nie ma, jest rak" porusza tematy ciężkiego kalibru, to jednak używając tonu, który nadaje (o ile to możliwe) lekkości, a na pewno przystępności. Ilością anegdot na przeróżne tematy można by obdzielić kilka publikacji- niewątpliwie są siłą tej książki, bo obrazują wiele problemów, o których rozmawiają autorzy (bo autorką nie jest przecież tylko Pani Katarzyna, ale i ks. Jan). Kaczkowski, na łamach tej książki, okazuje się bardziej człowiekiem niż księdzem (a już na pewno nie stereotypowym klechą) i czuję ogromny żal, że tego typu duchowni są w mniejszości, a jeszcze większy, że akurat jeden z tych świetnych księży (choć oczywiście nie życzę choroby ani śmierci nikomu) musiał umrzeć przedwcześnie.
    Obiecuję, że to już ostatnie myśli, bo zaraz się okaże, że napisałam recenzję dorównującą długością recenzowanej książki- zdawać by się mogło, że książka, która w tytule ma chorobę, będącą plagą naszych czasów, będzie działała przygnębiająco, wręcz depresyjnie i wyciśnie łzy z oczu. Otóż wcale nie- jest to fantastyczne źródło refleksji i nadziei. Mimo wszystko pokrzepia, a momentami wręcz budzi uśmiech, nie tylko dzięki lekkiemu tonowi, który utrzymuje się w sporej części tego wydawnictwa.

Katarzyna Jabłońska: Szału nie ma, jest rak, Towarzystwo "WIĘŹ", 2013; 140 stron


Recenzja bierze udział w wyzwaniu czytelniczym "Grunt to okładka"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się w komentarzu Twoim zdaniem na temat tego, co napisałam, Twoimi doświadczeniami czy pytaniami- zapraszam do dyskusji :)

Copyright © 2016 Swojemu po! , Blogger